Park Historyczny w Sukhothai – jak dojechać i co warto zobaczyć

A trzeba było pani posłuchać… Patrząc jak z peronu odjeżdża poranny ekspres z Ayutthayi do Phitsanulok (bezpośrednio do Sukhothai kolej niestety nie dociera), dudniły nam głowie słowa pani z kasy, która zapytana doradziła, by bilety kupić dzień wcześniej. Tym razem przeliczyliśmy z naszym szczęściem. Jak się okazało trafiliśmy na jakiś długi weekend i całe TRZY wagony składu jadące z Bangkoku są wykupione.

Jak dotrzeć do Sukhothai z Bangkoku / Ayutthaya

Na następny czekaliśmy 3 godziny, by kolejne 4 h spędzić w pociągu do Phitsanulok (z Bangkoku byłoby to 6 h). Gdy wreszcie tam dotarliśmy, nauczeni doświadczeniem od razu kupiliśmy bilety na nocny pociąg do Chiang Mai na następny dzień. Tutaj już nie mogło być wtopy, bo zależało nam na wagonie sypialnianym.

Z Phitsanulok do Parku Historycznego Sukhothai jest ok. 75 km. Spojrzeliśmy na zegarek i uznaliśmy, że mamy małe szanse by zdążyć na zachód słońca, więc nie przystaliśmy na propozycję by za 1.000 batów dotrzeć wygodnie na miejsce taksówką. Zaczęliśmy kombinować.

Najpierw z najwolniejszą kierowczynią tuk tuka w całej Azji pojechaliśmy na dworzec autobusowy. Fakt, że leży w innej części miasta, ale mieliśmy wrażenie, że z kimś innym za kierownicą bylibyśmy już gdzieś w okolicach Ułan Bator. A tak spóźniliśmy się na autobus całe… 15 sekund. Pojechaliśmy następnym. Ponad godzinna podróż mocno dała się we znaki Zosi, więc gdy 5 km przed naszym przystankiem autobus zjechał na tankowanie i inne zabiegi kosmetyczne bardzo już żałowaliśmy naszej decyzji. Cóż, oszczędzanie w podróży to nie nasza domena. Autobus dociera do „nowego” miasta Sukhothai. Park Historyczny leży kilkanaście kilometrów dalej, które przejechaliśmy songthaew. To zdecydowanie bardziej nasze klimaty niż bujający autobus. Do hotelu dotarliśmy po zmierzchu, po prawie 11 godzinach od wyjścia z hoteliku w Ayutthayi.

Na miejscu zostaliśmy niesamowicie miło powitani przez obsługę, która nawet nie wiemy kiedy teleportowała nasze bagaże do apartamentu z wielkim łóżkiem z baldachimem jak z katalogu rajskich wakacji. A do tego miała dla nas dwie dobre wiadomości. I jedną złą. Te dobre, to że w soboty główne świątynie są oświetlone i że nadal czynny jest basen. Ta zła była taka, że jedno i drugie tylko do 21.00. Co wybrać, co wybrać…

Kiedy Zosia krzyknęła: basen hujja (zapis fonetyczny ; ) dylematu już nie było. I kiedy tak siedzieliśmy sobie w wodzie patrząc na gwiazdy Zuzia wypaliła: głodna jestem, jest tu jakiś nocny market? Zosia tylko dodała: dość, a my utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nie dla nas dwutygodniowe wakacje nad basenem ; )

Więcej nam nie było trzeba, wystarczyło tylko szybko się przebrać i podjechać tuk tukiem pod świątynię…, gdzie akurat przypadkiem był też nocny market i sklepy ; )

Na dokładniejsze zwiedzanie Sukhothai mieliśmy cały następny dzień, chociaż nie wszyscy byli z tego powodu szczęśliwi. Niełatwo było przekonać Zuzię by z entuzjazmem podeszła do kolejnego dnia pośród ruin. Zgodnie z prawdą obiecaliśmy jednak, że to już ostatni ; )

Trochę historii…

Park Historyczny Sukhothai, jest obok Ayutthayi, najczęściej odwiedzanym w Tajlandii. Chyba można zaryzykować stwierdzenie, że Sukhothai jest kolebką Tajlandii. Tutaj mieściła się stolica potężnego królestwa o tej samej nazwie, które w XIII w. wyzwoliło się spod rządów Khmerów a następnie podporządkowało tereny sięgające obecnej Tajlandii Południowej. W Sukhothai rozwinął się tajski alfabet i buddyzm therawada. Historia Sukhothai jako samodzielnego królestwa jest jednak dość krótka. Już w XV w. zostało ono całkowicie podporządkowane królestwu Ayutthaya a po najeździe Birmańczyków w XVIII w., który doprowadził do upadku Ayutthayi, również Sukhothai zostało zniszczone i zapomniane na wiele lat.

Park Historyczny Sukhothai – co warto zobaczyć

Aż odkryto je na nowo, poddano pracom konserwatorskim by wreszcie wpisać je na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Park Historyczny zajmuje powierzchnię aż 70 km2 i dzieli się na 5 stref: centralną, północną, południową, wschodnią i… nie ma zaskoczenia, zachodnią. Najważniejsze zabytki Starego Miasta, otoczonego fosą, znajdują się w strefie centralnej. Jeśli ma się więcej czasu można też wybrać się do strefy północnej. Pozostałe, w zgodnej opinii, pozostawmy archeologom i scenarzystom jakiegoś sequela o przygodach Lary Croft.

Chcieliśmy zaszaleć (przy panujących tu upałach) i wynająć rowery, ale nie rzuciły nam się w oczy nigdzie foteliki. Postawiliśmy więc na objazdówkę tuk tukiem. Co miasto, to inne tuk tuki. W Sukhothai są to motorki, które miejsca dla pasażerów mają na platformie umieszczonej z przodu pojazdu. Przez moment nas to dziwiło, jak tym kierować i w ogóle, ale jak zobaczyliśmy grilla przytwierdzonego z boku innego motoru to już nas to dziwić przestało. Wspomniałem, że na tym grillu coś się piekło w trakcie jazdy? Taki foodbike. Nazwałbym go: Smoke on the road.

Każda strefa jest biletowana oddzielnie, przy czym danego dnia można wchodzić i opuszczać strefę wielokrotnie. Najpierw pojechaliśmy do strefy centralnej, w czasie gdy my kupowaliśmy bilety nasz kierowca podmienił środek transportu na pojazd elektryczny, bo tylko z takimi silnikami można poruszać się po Parku. Pewnie bardziej z uwagi na hałas niż emisję spalin.

Wat Si Sawai (strefa centralna)

To jedna z najstarszych świątyń Sukhothai. Wybudowana jeszcze przez Khmerów na przełomie XII i XIII w. i poświęcona hinduistycznemu bóstwu Sziwa. Z tego czasu zachowały w dobrym stanie trzy kolbokukurydzianopodobne prangi wzniesione tuż obok siebie. Budowle ozdobione płaskorzeźbami przedstawiającymi wielogłowe węże Naga czy jakieś morskie stworzenia i inne demony. W późniejszym okresie świątynia rozbudowana została o dodatkowe wiharny i przemianowana na obiekt buddyjski.

Wat Si Chum (strefa północna)

Jeśli miałbym wskazać powód, dla którego warto jechać do oddalonej o kilka kilometrów od centrum strefy północnej to właśnie Wat Si Chum.

Położona poza miejskimi murami świątynia nazywana jest także Świątynią Drzewa Bodhi. Jej nawiązuje do drzewa figowca pagodowego, pod którym Budda doznał oświecenia. Z tej XIII-wiecznej świątyni zachowały się wiharn (miejsce zgromadzeń), z którego pozostały posadzka i kolumny oraz, a raczej przede wszystkim, mondop. Mondop to budynek na planie kwadratu z krzyżującymi się dachami, często zwieńczony iglicą, w którym przechowywane są księgi i przedmioty kultu.

Mondop w Wat Si Chum co prawda dachu już nie ma, ale wewnątrz kryje się bardzo oryginalny, pokryty stiukiem posąg Buddy nazywany Phra Achana („Ten, który się nie boi”). Posąg ten, który widoczny jest także z zewnątrz przez wrzecionowaty otwór w ścianie, jest największym z zachowanych wizerunków Buddy w Sukhothai. Ma 15 metrów wysokości i 11 metrów szerokości. Jednak to nie jego rozmiary a pokryta złotymi płatkami prawa dłoń czyni go na swój sposób wyjątkowym. Choć azjatyccy turyści i tak bardziej byli zainteresowani Zosią, która równie chętnie jak Phra Achana pozowała do zdjęć ; )

„Ten, który się nie boi” nazywany jest także „mówiącym Buddą” (Phra Pood Dai), z czym wiąże się legenda z XVI wieku. W czasie wojen z Birmańczykami, przed jedną z bitew król rozkazał żołnierzowi, by ten ukrył się za posągiem i wygłosił przemówienie do wojska, które miało podnieść morale armii przed walką. Akustyka tego małego budynku sprawiła, że wypadło to wiarygodnie i żołnierze uwierzyli, że przemówił do nich Budda ; )

Wat Phra Phai Luang (strefa północna)

Podobnie jak Wat Si Sawai kompleks Wat Phra Phai Luang został wybudowany jeszcze w okresie panowania khmerskiego. Rozległy teren otoczony fosą wypełniają ruiny świątyni pierwotnie poświęconej hinduistycznemu bogowi Wisznu. W swoim czasie był to najważniejsza świątynia w mieście. Do dnia dzisiejszego zachowały się między innymi: jeden z trzech prangów, ceglana stupa, fragmenty płaskorzeźb czy kamienne, często bezgłowe, posągi.

Jeśli ktoś ma mocno ograniczony czas, to myślę, że akurat to miejsce można bez większej straty pominąć.

Wat Sorasak (strefa centralna)

Wróciliśmy do centralnej strefy, gdzie na chwilę zatrzymaliśmy się przy niewielkiej Wat Sorasak. Stupa tej świątyni (budowla w kształcie dzwona) ozdobiona została rzeźbami 24 słoni. Zwierzęta te pełniły ważną rolę w krajach Azji Południowo-Wschodniej, zarówno w sferze duchowej, jak i bardziej przyziemnej. Słonie wykorzystywane były w przy okazji wielu ciężkich prac i w trakcie walk, a niezwykle rzadkie białe słonie świadczyły o potędze i bogactwie władców.

Po Wat Sorasak zrobiliśmy sobie przerwę na hotelowy basen, bo temperatury przekraczały już 35 stopni : ) Do Parku Historycznego wróciliśmy popołudniu by w promieniach powoli zachodzącego słońca pospacerować jeszcze po ruinach dwóch najważniejszych kompleksów świątynnych w Sukhothai.

Wat Sa Si (strefa centralna)

Świątynia wybudowana na niewielkiej wysepce otoczonej przez jezioro. Centralnym punktem Wat Sa Si jest stupa, w której spoczywają prochy jednego z dawnych władców Sukhothai. Przed nią stoją szeregi kolumn będące pozostałościami wiharnu oraz posąg Buddy.

Wat Mahathat (strefa centralna)

Najlepsze na koniec. Wat Mahathat, czyli Świątynia Wielkich Relikwii była najważniejszą świątynią królestwa i przylegała do Pałacu Królewskiego. Otaczały ją fosa i mury. Wybudowana na zlecenie pierwszego króla Sukhothai zgodnie z hinduistyczną koncepcją mandali reprezentującej wszechświat. Wielokrotnie przebudowywana i rozbudowywana przez kolejnych władców.

Główna stupa zwieńczona jest kamiennym pąkiem kwiatu lotosu charakterystycznym dla stylu architektonicznego Sukhothai. Jej podstawa ozdobiona jest płaskorzeźbami przedstawiającymi mnichów i pielgrzymów. Spacerując po alejkach widać dziesiątki mniejszych stup czy kilkunastometrowe posągi Buddy. Warto tu zostać do zachodu słońca, a wcześniej zająć miejsce nad brzegiem niewielkiego jeziorka, by zrobić najbardziej charakterystyczne dla Sukhothai zdjęcie.

  

A po świątyniach lokalny targ z jedzeniem i muzyką

Niedaleko Parku Historycznego odbywał się jakiś festyn z muzyką na żywo i mnóstwem lokalnego jedzenia. Zjedliśmy po pad thaiu, który tutaj posypany był chrupiącą chrupiącą świńską skórką (z inicjatywy Zuzi trzeba było iść po dokładkę, skórki oczywiście) i zawiniątku z liści bananowca. Ono akurat smaczne nie było, ale z tymi zawiniątkami to jak z pudełkiem czekoladek Foresta Gumpa. Nigdy nie wiadomo na co się trafi ; )

Wróciliśmy do hotelu, skąd na 22.30 mieliśmy zamówioną taksówkę. Podobno dla tylu osób i bagaży mógł być tylko minivan. To tyle z naszego oszczędzania. Za kurs do Phitsanulok zapłaciliśmy 2.000 batów, za to każdy miał dla siebie rząd siedzeń : D Tuż po północy wsiedliśmy do pociągu jadącego na północ, do Chiang Mai.

Ayutthaya czy Sukhothai?

Wiele osób zastanawia się które z tych miejsc wybrać w trakcie podróży po Tajlandii. Moje subiektywne zdanie? Gdybym musiał wybierać postawiłbym jednak na Ayutthayę ze względu na większą różnorodność tamtejszych świątyń. A przede wszystkim szybki i łatwy dojazd z Bangkoku (do 2 godzin). Podróż ze stolicy do Sukhothai to w najlepszym wypadku pół dnia (7-8 h). Z kolei w Sukhothai jest znacznie mniej zwiedzających a jeżdżąc czy spacerując pomiędzy kolejnymi ruinami ma się faktycznie wrażenie jakbyśmy poruszali się po parku. W Sukhothai w dobrej cenie można też łatwiej znaleźć bardzo przyjemny hotel. Pomogłem? ; )

Informacje praktyczne

Dojazd do Sukhothai opisany jest we wstępie wpisu. Rozkład jazdy pociągów możecie sprawdzić tu.

Bilet na ekspres z Ayutthayi do Phitsanulok – 455 THB (dorośli), 388 THB (dzieci).

Autobus z Phitsanulok do nowego Sukhothai – 39 THB (dorośli), 25 BHT (dzieci).

Songthaew z nowego Sukhothai do hotelu – 200 THB.

Bilety na każdą ze stref – 100 THB / dzień.

Tuk tuk z hotelu pod strefę centralną – 50 THB.

Nasza objazdówka tuk tukiem po 4 świątyniach w 2 strefach – 400 THB.