Trzy niesamowite miejsca na małej pętli Angkoru czyli Angkor Wat, Bayon i Ta Prohm

Wcześnie rano, to jest kilkanaście minut po ósmej (jak na nas to spory sukces biorąc pod uwagę normalne pory wstawania dziewczyn) wsiadaliśmy podekscytowani do naszego BAT TUKa : )

Lista miejsc, które chcielibyśmy choć raz zobaczyć w życiu jest długa. Wykreślamy kolejne pozycje a jednak tzw. bucket list wcale nie staje się coraz krótsza, bo w międzyczasie dopisujemy nowe miejsca więc saldo jest raczej dodatnie ; ) Gdybyśmy jednak musieli z całej listy wybrać kilka tych najbardziej pożądanych, to do niedawna na szczycie listy podróżniczych marzeń było miejsce, które rozpala chyba nie tylko naszą wyobraźnię – Angkor.

Zanim jednak ujrzymy charakterystyczne wieże Angkor Wat i pozostałe zabytki rozległego parku archeologicznego musimy obrać kurs na Angkor Ticket Centre zlokalizowany 4 km od centrum Siem Reap.

Kto rano wstaje ten jedzie po Angkor Pass

Niestety (przynajmniej do 2018 roku) nie było możliwości nabycia biletów do parku archeologicznego obejmującego świątynie Angkoru przez internet, a więc wizyta w Angkor Ticket Centre (jedyny punkt sprzedaży) jest obligatoryjna. Pomimo wczesnej wydawać by się mogło pory w przeciwnym kierunku sunął już sznurek tuk tuków. Szybko obdarci zostaliśmy ze złudzeń, że będziemy samotnie eksplorować ruiny imperium Khmerów niczym Lara Croft ; )

O tym świadczył też licznik wiszący nad kasami, który informował że w okresie od stycznia do początku grudnia sprzedano już ponad dwa miliony biletów wstępu. I licznik bił nadal wraz z każdą osobą odchodzącą od jednej z ponad 30 kas. W każdej z nich sprzedawany jest tylko jeden z trzech dostępnych rodzajów wejściówek (1-dniowe, 3-dniowe lub tygodniowe), więc trzeba zachować czujność i ustawić się we właściwej kolejce. Angkor Pass są imienne i opatrzone robionymi na miejscu zdjęciami. I wyglądają tak : D Więcej o Angkor Pass na końcu wpisu.

Krótka historia królestwa Khmerów

Początki imperium stworzonego przez Khemrów sięgają przełomu VIII i IX wieku, gdy po wyparciu najeźdźców z Jawy powstało niezależne królestwo a jego władcy uzyskali status króla – boga. Pierwszą stolicę zlokalizowano w pobliżu obecnego miasteczka Roluos.

Kolejni władcy o bardzo długich i trudnych do powtórzenia imionach przenieśli stolicę w okolice obecnego Angkor Thom. Powstawały kolejne imponujące świątynie, które przetrwały w lepszym bądź gorszym stanie do dziś. Tylko świątynie budowane były z kamiennych bloków. Do budowy pałaców, domów czy innych budynków używano drewna, stąd próżno szukać po nich śladu.

Potęga imperium, które zajmowało tereny dzisiejszej Kambodży, Laosu i Tajlandii, rosła. Stolica królestwa zamieszkiwana przez ponad milion ludzi uznawana jest za największe miasto świata w erze przed rewolucją przemysłową.

Jednym z najwybitniejszych władców Imperium Angkoru był Surjawarman II. Jednak sposób w jaki doszedł on do władcy był delikatnie mówiąc kontrowersyjny. Już jako nastolatek zapragnął władzy tak bardzo, że w trakcie jednej z bitew, wskoczył on na królewskiego słonia i zabił swojego wuja – króla, uzurpując sobie jednocześnie prawo do tronu. Chociaż Surjawarman II był potężnym władcą a imperium kwitło jak nigdy wcześniej, nie był on prawowitym następcą. W obawie przed detronizacją dążył do zdobycia w oczach poddanych statusu boga. A środkiem do osiągnięcia celu stała się budowa największej i najwspanialszej świątyni, domu bogów na ziemi czyli Angkor Wat, która do dziś pozostaje największą budowlą sakralną na świecie.

Kilkadziesiąt lat po śmierci Surjawarmana II władzę objął inny wybitny władca – Dżajawarman VII. Za jego panowania Khmerowie podporządkowali sobie prawie całe Indochiny a imperium było u szczytu potęgi. Jednocześnie  dominującą religią w królestwie stawał się buddyzm.

Obok już istniejących powstały nowe budowle, które zachwycają po dziś. W tym czasie wybudowano Angkor Thom ze wspaniałą świątynią Bayon a także Ta Prohm czy Ta Som.

Od śmierci Dżajawarnana VII imperium zaczęło słabnąć aż w końcu w 1431 r. zostało podbite i splądrowane przez najeźdźców z szybko rosnącego w siłę państwa Syjam. Ta data kończy okres angkorski w historii Kambodży. Król wraz z ocalałymi mieszkańcami opuścili to miejsce a nowa stolica została założona w Phnom Penh. Angkor popadał w zapomnienie. Natura upomniała się o niezamieszkane tereny porastając je dżunglą. Co jakiś czas pojawiały się wzmianki misjonarzy, którzy docierali w te rejony, jednak nikt do końca nie wierzył w miasto ukryte w dżungli. Zmieniło się to dopiero w XIX w. po relacjach francuskiego podróżnika Henriego Mouhota, który na nowo  odkrył Angkor  dla świata.

Small circuit czyli mała pętla

Zwiedzanie Angkoru pomimo ilości miejsc do zobaczenia i rozległości obszaru zajmowanego przez park archeologiczny jest dość proste. Główne zabytki zostały przyporządkowane do dwóch tras: tzw. małej i dużej pętliNasz plan na pierwszy dzień to mała pętla (small circuit, small tour), na której leżą: Angkor Wat, Bayon oraz Ta Prohm. Trzy cuda Angkoru.

Przy okazji taka wskazówka. Tak jak wszyscy zaczęliśmy od Angkor Wat a skończyliśmy w Ta Prohm. Jeśli nie planujecie wizyty w Angkor Wat przed wschodem słońca dobrym pomysłem może być więc zwiedzenie ruin leżących na małym kręgu w odwrotnym kierunku niż wszyscy. Tak pewnie zrobiłaby Lara ; )

Angkor Wat 

Powoli się zbliżamy. Jedziemy wzdłuż fosy wytyczonej na planie kwadratu otaczającej sztuczną wyspę. To na niej wzniesiono Angkor Wat, który póki co kryje się za ścianą drzew. Mimo to na wszelki wypadek odwracam wzrok w przeciwną stronę. Mówi się, że gdy ujrzy się Angkor Wat czuje się dumę z przynależności do rasy ludzkiej. Nie chcę więc by pierwszy kontakt był jakiś „byle jaki”. Chce zapamiętać to pierwsze wrażenie. Delektować się. Chcę poczuć tę dumę! : D

A żeby móc poczuć tę dumę trzeba jeszcze mieć zasłonięte ramiona i kolana. Przynajmniej jeśli jest się dorosłą reprezentantką płci pięknej, o czym zostaliśmy poinformowani, gdy mijaliśmy rozlokowane przy parkingu kramy z różnościami.

Na dowód nasza informatorka wskazała piktogramy na odwrocie Angkor Pass, drugą ręką już podsuwając kilka koszulek do wyboru. Tym razem nie skończyło się na powszechnym w Kambodży one dollar. Pomimo długotrwałych negocjacji dobijamy targu przy siedmiu…

Niestety pocztówkowy widok Angkor Wat nie „rzuci” się na nas od razu po wyjściu z zalesionego parkingu. Najpierw przekraczamy fosę po pływającym mostku a idąc po nim widać jedynie wierzchołki charakterystycznych wież zwanych prangami. Dopiero po przekroczeniu bramy murów zewnętrznych dostrzegamy ogrom kompleksu, który wraz z fosą zajmuje powierzchnię ponad 2 km2. Przy jego budowie miało pracować około 5 tysięcy rzemieślników i 50 tysięcy robotników. Przez prawie 40 lat.

W języku khmersku angkor można tłumaczyć jako miasto, a wat oznacza świątynię. Angkor Wat był więc zarazem główną świątynią imperium jak i jego sercem. W obrębie murów poza świątynią wznosił się pałac królewski i wiele innych budowli, które jednak wykonane zostały z drewna i nie przetrwały próby czasu. W przeciwieństwie do świątyni, do budowy której użyto materiału skalnego transportowanego aż 40 km z gór Kulen.

Angkor Wat miał przyćmić wszystkie dotychczasowe dokonania architektoniczne Khmerów i tym samym króla Surjawarmana II uczynić bogiem w oczach ludzi. O tym już było, ale pewnie 95% osób ominęło historię Imperium ; ) Świątynię poświęcono hinduskiemu bóstwu Wisznu, z którym władca się utożsamiał. Tak powstała największa pojedyncza budowla sakralna na świecie (ten tytuł pozostaje w jej rękach do dnia dzisiejszego) . Dom boga na ziemi. Angkor Wat do dziś pozostaje symbolem Kambodży i przedmiotem dumy narodowej o czym świadczy chociażby wizerunek świątyni na fladze tego kraju.

W obrębie murów znajdują się dwa niewielkie jeziora, gdzie zwłaszcza o wschodzie i zachodzie słońca zbierają się tłumy ludzi pragnących uwiecznić tę magiczną chwilę na zdjęciu. Ale powiedzmy sobie szczerze, o każdej porze jest tu dość tłoczno. A jak tłoczno bywa tu o świecie możecie zobaczyć w dalszej części wpisu.

Angkor Wat podobnie jak większość khmerskich świątyń miało kształt piramidy, która symbolizowała mityczną górę Meru – centrum wszechświata i siedzibę hinduistycznych bogów. Charakterystyczne wieże kształtem przypominają pąki lotosu. Centralny, najwyższy prang wznosi się na wysokość 65 metrów. Można wspiąć po stromych schodach na górny taras, jednak długa kolejka oczekujących skutecznie nas zniechęciła. Zdradzę Wam jednak kiedy tu wejść unikając nużącego stania w kolejce. Ale również w dalszej części wpisu, nie ma lekko ; ) A wejść warto!

 

Wewnątrz świątyni jest wiele korytarzy, przejść, wewnętrznych dziedzińców. Liczne krużganki i portale zdobią misterne płaskorzeźby ukazujące sceny z historii khmerskiego państwa. Z każdej ściany spoglądają na nas dewaty – boginie będące symbolem kobiecości oraz tańczące nimfy – apsary. Podobno w całym kompleksie jest ich ponad dwa tysiące a każda z nich jest niepowtarzalna. W przeszłości dodatkowo pomalowane były w różnych kolorach. Trudno sobie nawet wyobrazić jak to wszystko wyglądało w czasach świetności. Ale dla wielu azjatyckich turystów ciekawsze było obserwowanie Zosi i Zuzi, które wesoło się bawiły. Jedna z kobiet była tak zdeterminowana żeby zrobić sobie zdjęcie z Zosią, że podchodziła do nas trzy razy zanim wreszcie Zosia dała się przekonać : D

 

  

Balonem nad Angkor Wat

Czas mija nam bardzo szybko a kolejne miejsca czekają. Mimo to pokusa by spojrzeć na Angkor Wat z góry zwycięża. Ponoć piękny widok (zwłaszcza o zachodzie słońca) roztacza się z góry świątynnej Phnom Bakheng. Na jej szczycie stoją pozostałości świątyni starszej od Angkor Wat o prawie 200 lat, ale głównym celem osób, które tu się wspinają jest właśnie roztaczająca się panorama.

My mamy inny pomysł. Prosimy naszego kierowcę Mr Dara by podjechał pod balon, który udało nam się wypatrzeć. Ku naszemu zdziwieniu, cena okazała się przystępna (15 USD za osobę dorosłą, 7 USD za dziecko, chyba poniżej 3 lat za darmo) a prócz nas nie było żadnych chętnych! Mieliśmy więc prywatny lot balonem. No dobra, nie był to tak do końca lot a jedynie „wznoszenie”, bo balon wypełniony helem pozostawał na stalowej uwięzi. Nic to jednak nie umniejsza wrażeniom i widokowi majestatycznego Angkor Wat otoczonego zewsząd soczystą zielenią lasów, łąk i gdzieniegdzie pól ryżowych.

Angkor Thom

Na północ od Angkor Wat leży Angkor Thom, ostatni wielki kompleks wzniesiony w czasach Imperium Khmerów za panowania króla Dżajawarnana VII. Nowy władca najpierw odparł inwazję Czamów a następnie rozkazał wznieść nową stolicę. Angkor Thom oznacza Wielkie Miasto i faktycznie wniesiony na planie idealnego kwadratu kompleks powierzchnią (10 km2) znacznie przewyższa sam Angkor Wat. Mury wokół Angkor Thom mają 8 metrów wysokości i 12 kilometrów długości. A dodatkowo otacza je fosa. Niezła forteca. Do Angkor Thom można dostać się jedną z pięciu bram, po jednej z każdej strony świata plus jedna dodatkowa od wschodu.

Z Angkor Wat docieramy do Bramy Południowej. W przeciwną stronę jadą dzieciaki w szkolnych mundurkach na rowerach i skuterach. Wzdłuż drogi skaczą małpy czekające na nadarzającą się okazję by zdobyć coś do jedzenia. Mostu nad fosą strzeże po obu jego stronach 154 kamiennych figur. Nad bramą wznosi się wieża z wizerunkami króla Dżajawarnana VII patrzącego na cztery strony świata.

Bayon – świątynia o wielu obliczach

W centralnym punkcie Angkor Thom stoi niezwykły Bayon. Świątynia co prawda buddyjska, ale wzorowana na architekturze hinduistycznej (trójpoziomowa piramida). Bayon, jak wiele innych budowli Angkoru, zbudowana z dopasowanych do siebie bloków piaskowca, bez użycia zaprawy.

Krążymy po dolnym poziomie przechodząc kolejne korytarze, mroczne zakamarki, wąskie przejścia. Oglądamy olbrzymie reliefy ukazujące sceny batalistyczne i inne wydarzenia z dziejów królestwa. Na ścianach Bayon uwieczniono ponad 11 tysięcy postaci, ale my szukamy schodów prowadzących na górne galerie. To tam można podziwiać to z czego słynie Bayon. Kamienne twarze.

Płaskorzeźb z delikatnym, tajemniczym uśmiechem zwanych uśmiechem Angkoru. Nie jest do końca jasne kogo one przedstawiają. Najpopularniejsza koncepcja głosi, że to wizerunek króla Dżajawarnana VII, który przedstawiał się jako wcielenie Buddy.

Twarzy jest podobno aż 216, po 4 (zwrócone w różne kierunki świata – element charakterystyczny dla hinduizmu), na każdej z 54 wież a każda z nich mieniła się złotem. To musiało robić wrażenie na poddanych. Zresztą i bez złota nawet dziś robi wrażenie a spacerując po górnych tarasach można więc mieć uczucie, że ktoś nas cały czas obserwuje.

Co jeszcze warto zobaczyć w Angkor Thom

Na rozległym terenie wyznaczonym przez mury otaczające Angkor Thom jest mnóstwo pomniejszych pozostałości po Wielkim Mieście.

Jedną z nich jest Taras Słoni – trybuna dla VIPów wykorzystywana podczas ceremonii państwowych czy defilad wojska. Nazwa wywodzi się od realistycznych płaskorzeźb słoni zdobiących niemal 350 metrową ścianę trybuny.

Zupełnie przypadkiem trafiliśmy też do Baphuon (Brązowa Wieża) idąc jedną ze ścieżek odchodzących od Bayon. Świątynia ta została wzniesiona ku czci Śiwy. Okazuje się, że piramida Baphuon jest najwyższą po Angkor Wat budowlą w całym Angkorze. Niestety z uwagi na stan świątyni nie można wchodzić na szczyt z dziećmi.

Baphuon jest starszy niż Angkor Thom. Prawdopodobnie nasyp ziemny wewnątrz budowli nie został dostatecznie ustabilizowany i świątynia podupadała. W 1960 r. za jej rekonstrukcję zabrali się francuscy archeolodzy, którzy całkowicie rozebrali świątynię, numerując każdy z ponad 300 000 bloków kamiennych. Nim udało się zakończył pracę w Kambodży zapanowały krwawe rządy Czerwonych Khmerów. Cudzoziemców wydalono a notatki i plany rekonstrukcji zniszczono. Do prac powrócono po upadku reżimu w 1991 r. Odbudowa trwała 20 lat, gdyż każdy z kamieni ma swoje określone miejsce. Jak w puzzlach. Tutaj również nie użyto zaprawy. Może dobrze, że o tym nie wiedziałem radośnie wbiegając na szczyt by jak najszybciej pomachać do dziewczyn z góry : D

Po drodze z Angkor Thom do Ta Prohm

Z Angkor Thom wyjeżdżamy przez Wschodnią Bramę w kierunku Ta Prohm.

Po drodze nasz kierowca kilkukrotnie pyta czy się zatrzymywać mijając kolejne ruiny. Na chwilę zatrzymujemy się przy dwóch niewielkich świątyniach: Chau Say Tevoda i Thommanon leżących naprzeciwko siebie po obu stronach drogi, część z nas bardziej skuszona możliwością kupienia lodów. One dollar za sztukę, gdyby ktoś miał wątpliwości ; )

Kolejny przystanek, obiecujemy sobie że już ostatni, to Ta Keo – wysoka piramida składająca z nakładających się na siebie tarasów zwieńczona pięcioma wieżami podobnie do Baphuon. Na Ta Keo dla odmiany możemy wspiąć się wszyscy po dość stromych schodach. Świątynia ta nigdy nie została ukończona. W trakcie prac wykończeniowych w budowlę uderzył piorun co odebrano jako zły znak, stąd niewielka liczba zdobień w Ta Keo.

Na górze nie ma żadnych zabezpieczeń, więc Domi była w strachu żeby nam dzieci nie pospadały a ja żeby im rąk ze stawów nie powyrywała #mamytakmaja ; )

Ta Prohm

Ta Prohm to trzecia z najbardziej znanych i niezwykłych świątyń Angkoru. Każda z nich zupełnie inna a gdyby trzeba wybrać tylko jedną, być może to byłby nasz faworyt. Na szczęście wybierać nie trzeba. A z kierowcą najlepiej się umówić żeby zostawił nas pod jednym wejściem a czekał po przeciwległej stronie.

Przekraczając bramę Ta Prohm przenosimy się do innego świata. Zagarniętego przez dżunglę. Tajemniczego. W Ta Prohm wytchniemy od upału, gdyż przez cały dzień wiele miejsc pozostaje zacienionych. Prowadzący tu pracę archeolodzy postanowili nie wydzierać ruin dżungli, nie wycięto drzew wrastających powoli, ale konsekwentnie w szczeliny między kamieniami, prezentując potęgę sił natury. Niektóre okazy mają swoje nazwy: Drzewo Krokodylowe, Drzewo – Wodospad, Drzewo Tomb Rider. Ogromne figowce i jeszcze potężniejsze puchowce pięciopręcikowe (tzw. drzewa kapokowe) swoimi korzeniami oplatają mury i posągi. Coś niszczą, ale też tworzą też coś nowego. Magię Ta Prohm, której opisać nie sposób ; )

Ta Prohm ma inny układ od prezentowanych wcześniej. Wzniesiona za panowania Dżajawarnana VII jako klasztor buddyjski momentami przypomina labirynt. System skomplikowanych korytarzy, dziedzińców i przejść, które nierzadko kończą się stosem zwalonych bloków kamiennych. Naprawdę można się zgubić, czego sami doświadczyliśmy pytając strażnika o drogę do wyjścia, gdy nieubłaganie zbliżała się 17.00, pora zamknięcia.

Wschód słońca nad Angkor Wat

Nie mogłem być w Kambodży i nie obejrzeć spektaklu pt. „Wschód słońca nad Angkor Wat”. Pobudka po 4 rano, by już od piątej być na miejscu. Wiedziałem, że sporo turystów będzie mieć podobne plany, jednak ilość osób zmierzających w kierunku świątyni mnie szczerze zaskoczyła. Tabuny. Hordy. Coś pomiędzy tłumem jaki pewnie ruszyłby do kas, gdyby bracia Gallagher ogłosili, że zawierają rozejm i zagrają jeden jedyny koncert a naporem na drzwi Lidla, gdyby ten ogłosił wyprzedaż torebek Wittchen  ; ) Podsumowując było ciasno, ale bez zagrożenia zdrowia i życia : D Nad wspomnianymi wcześniej jeziorkami przypadło mi miejsce w 3. czy 4. rzędzie. Na szczęście „statystyczny” Azjata jest o głowę niższy a dodatkowo trafił mi się ukryty bonus i jedną nogą mogłem stać na kamieniu : D A to jakieś 8 cm do przodu, czyli do góry! Tyle wygrać :D

A potem zaczął się spektakl świateł i kolorów. Skoro obraz zastępuje tysiąc słów, to mam tu parę ładnych stron tekstu ; )

No i na koniec obiecany protip. Po wschodzie słońca jest właśnie dobra pora by wejść na górny taras Angkor Wat. Nie ma jeszcze kolejki bo wszyscy rozchodzą się po kompleksie albo wracają do hoteli na śniadanie.

J.

Angkor Pass – informacje praktyczne

Gdzie kupić? W wyłącznie w Angkor Ticket Centre.

Angkor Ticket Centre czynne jest od godziny 5.00 do 17.30.

Do wyboru 3 rodzaje biletów:

  • jednodniowy – 37 USD,
  • 3-dniowy – 62 USD,
  • 7-dniowy – 72 USD.

Bilet 3-dniowy jest ważny przez 10 dni od zakupu, do wykorzystania w dowolne 3 dni (niekoniecznie pod rząd). 7-dniowy jest ważny przez miesiąc. Z kolei jednodniowy jest ważny wyłącznie w dniu zakupu. Wyjątek stanowią bilety kupione po godzinie 17.00 – te są ważne w dniu następnym. Jeśli więc decydujecie się na 1-dniowy a chcecie pojechać rano na wschód słońca do Angkor Wat, to najlepiej kupić bilet dzień wcześniej (ale tylko między 17.00 a 17.30). Można też wtedy jeszcze tego samego dnia pojechać na zachód słońca na wzgórze Phnom Bakheng – po 17.00 bilet nie jest „kasowany”.

Płatność gotówką (KHR, USD, EUR, THB) lub kartą kredytową. 

Bilety są bezzwrotne i nie wolno ich zgubić ; )

Dzieci i młodzież do 12 lat – bezpłatnie, na podstawie paszportu.

Godziny otwarcia świątyń

  • Angkor Wat i Sra Srang – 5.00 – 17.30
  • Phnom Bakheng i Pre Ru – 5.00 – 19.00
  • pozostałe – 7.30 – 17.30

I na koniec:

Gdzie spaliśmy

W trakcie pobytu w Siem Reap mieszkaliśmy właśnie w Hotelu Wheel Garden. Hotel bardzo w porządku. Czysto, miła obsługa, dobre śniadania (kilka opcji do wyboru z karty m.in tradycyjna jajecznica, zupa czy makaron). Hotel otoczony mnóstwem zieleni. Jest też basen, gdzie przyjemnie można się orzeźwić po całodniowym zwiedzaniu. Hotel zlokalizowany jest poza centrum, dzięki temu jest cicho i spokojnie, ale kurs tuk tukiem do centrum to 3 USD (w jedną stronę). Coś za coś.

A jeśli skorzystacie z naszych rekomendacji noclegowych (albo wybierzecie coś innego) to będzie nam bardzo miło jeżeli dokonacie rezerwacji przez nasze linki (w tym wpisie albo korzystając z przekierowania z naszej strony głównej – banner Booking.com). Dla Was cena się nie zmienia a my otrzymujemy prowizję od serwisu za polecenie, które daje nam dodatkową satysfakcję z pracy nad blogiem : )