Paul de Serra, lewady i wodospady – Madera dzień 6

Jest takie miejsce na Maderze, gdzie drogi nie składają się jedynie z sekwencji mniej lub bardziej ostrych zakrętów. Gdzie swobodnie można wrzucić „piątkę” i po prostu jechać przed siebie. Można, oczywiście gdyby nie nieodparta pokusa by się zatrzymać, zrobić kilka zdjęć i przejść się po okolicy.

Nazywane jest „gąbką Madery”, bo pomimo że spada tu rocznie ok. 3 metrów wody na metr kwadratowy, to szybko jest ona wchłaniana przez porowatą glebę. Na mapie lepiej jednak szukać tego miejsca pod nazwą Paul de Serra.

Pomimo dobrej pogody upałów nie ma, przynajmniej w listopadzie. Decydujący wpływ na tutejszy mikroklimat ma jednak nie pora roku, a wysokość, jesteśmy na płaskowyżu położonym 1 500 m n.p.m. Nad drogą unoszą się mgły. W niej częściowo nikną sylwetki wiatraków składające się na największą farmę wiatrową na Maderze. A ja się zastanawiam, jakim cudem udało się przetransportować potężne elementy konstrukcyjne tymi wąskimi, krętymi drogami? Zastanawiam się do teraz.

dsc04918a-logo

dsc04928-logo

dsc04934a-logo

dsc04923a-logo

Innym charakterystycznym widokiem na Paul de Serra są krowy. To jeszcze ogarniam. Je przynajmniej łatwiej przewieźć a cała okolica przypomina trochę wielkie pastwisko. Płaskowyż Paul de Serra jest zupełnie inny niż pozostała część wyspy. Dla jasności, nie przypomina też przylądka Sao Lourenco, o którym również pisaliśmy że jest kompletnie „niemaderski” ; )

dsc04935a-logo

Przejeżdżamy całość w tę i z powrotem, i nadal wydaje nam się to miejsce kompletnie odrealnione. A przecież ani krowy, ani wiatraki, ani mgły nie są niczym wyjątkowym. Nawet zestawione razem. Po prostu dotychczasowe krajobrazy wyspy przeczą temu, że nadal jesteśmy na Maderze.

W dolinie poniżej płaskowyżu znajdują dwie lewady uznawane za najbardziej malownicze spośród wszystkich na Maderze. To one są naszym głównym celem na dziś. Być na Maderze i nie przejść się lewadami? Nie wypada. Tak jak nie można nie spróbować ponchy czy pałasza, tak spacer lewadą jest pozycją obowiązkową. Wymówek nie ma.

dsc04944a-logo

Lewady. Za tą przyjemną dla ucha nazwą kryje się sieć kanałów irygacyjnych. To już brzmi gorzej, a do tego co to za atrakcja skoro systemy nawadniania pól znane były przecież już w Starożytności. Jeśli jednak spojrzymy na topografię Madery, można zdać sobie sprawę z wyzwania przed jakim stanęli osadnicy kilkaset lat temu. Na południu wyspy panowały dogodne warunki do uprawy trzciny cukrowej, a cukier był w tym czasie towarem luksusowym w Europie. Na handlu nim można było zbić fortunę, było jednak jedno „ale”. Za mało wody. Tej natomiast nie brakowało w górskich rejonach centralnej i północnej części wyspy. Zaczęto więc budować kanały i śluzy, wykuwać w skałach rynny i tunele. A wszystko w ekstremalnie trudnych i niebezpiecznych warunkach, stąd często przy tej pracy wykorzystywano sprowadzanych na Maderę niewolników.

Wzdłuż kanałów budowano dodatkowo ścieżki, które potem znacznie ułatwiały utrzymywanie drożności systemu przez osoby zwane levadeiro. Woda lewadami płynie nadal, a ścieżki te stały są jedną z głównych atrakcji na Maderze dostarczającą niezapomnianych wrażeń. Tak sobie myślę, że wwiezienie tych wiatraków na Paul de Serra to jednak nic w porównaniu z budową lewad.

A lewad na Maderze jest około dwustu! Łączna ich długość to według różnych źródeł od 1 500 do 3 000 km. W każdym razie za dużo by przejść je wszystkie podczas krótkiego pobytu na wyspie. Coś trzeba wybrać. Nie staraliśmy się być oryginalni i postawiliśmy na 100% mainstream, czyli lewadę do Risco (prowadzącą do wodospadu Risco) – trasa PR 6.1 i lewadę das 25 fontes. (25 źródeł) – trasa PR 6

Początek trasy jest wspólny. Zostawiamy auto na „parkingu” i schodzimy ok. 2 kilometrów asfaltową drogą. Ten odcinek można również przejechać busem i jeśli ktoś idzie z dzieckiem albo ma napięty grafik to warto tę opcję rozważyć, bo ciekawych widoków po drodze jest jak na lekarstwo. My tego nie wiedzieliśmy, więc entuzjastycznie ruszyliśmy pieszo : )

Bus dojeżdża do opuszczonej leśniczówki, gdzie zaczyna się właściwy szlak. Najpierw idziemy krótszym szlakiem PR 6.1 do wodospadu. Poziom trudności żaden. Szeroka ścieżka wiedzie po płaskim terenie a dystans dzielący od leśniczówki do ponad 100-metrowego wodospadu Risco to zaledwie 1,2 km (do 25 źródeł mamy natomiast do pokonania 2,5 km w jedną stronę).

dsc04963a-logo

dsc05018a-logo

dsc04977-logo

dsc04988a-logo

dsc04991a-logo

Spod wodospadu wracamy kilkaset metrów, gdzie znajduje się rozwidlenie szlaków. Podążając tym razem za oznaczeniami PR 6 schodzimy w dół. Ta trasa jest zdecydowanie ciekawsza i bardziej wymagająca. Różnica poziomów sięga 300 metrów licząc do parkingu, przy czym wspinamy się w drodze powrotnej.

Ścieżka jest też zdecydowanie węższa, czasem żeby się minąć z ludźmi idącymi z naprzeciwka trzeba się trochę nagimnastykować. Przyjemnie za to szumi woda płynąca w skalnych rynnach a otaczające ścieżkę drzewa wawrzynowe (laurissilva – wpisane na listę dziedzictwa UNESCO), mogłyby z powodzeniem wystartować w castingu do jakiegoś filmu grozy. Klimat tego miejsca jest niepowtarzalny, ma się wrażenie jakby szło się w tunelu a powyginane gałęzie tylko czekają na dogodny moment by nas pochwycić i cisnąć w przepaść. Przesadzam? Może tak…

dsc05037a-logo

dsc05030-logo

dsc05035a-logo

A może coś jest na rzeczy z tym znikaniem ludzi, bo legenda głosi, że kto zanurkuje w jeziorku (tym, do którego wpada sławne 25 źródeł), ten nie powróci już na powierzchnię. Nie wiem czy z obawy przed zaginięciem czy temperaturą wody, ale nikt nie nurkował. Jezioro 25 Źródeł jeśli tak je można nazwać, jest za to kolejną pozycją, którą na Maderze zobaczyć warto.

dsc05047-logo

dsc05042-logo

W drodze powrotnej bawimy się z Zuzią w wyścigi listków spływającym kanałem lewady. Mam nadzieję, że nasza zabawa nie przysporzy kłopotów żadnemu levadeiro ; )

J.

Informacje praktyczne

Dojazd busem do leśniczówki – w 2 strony płacimy 5 EUR, w 1 stronę – 3 EUR, ale warto pamiętać że pierwszeństwo wejścia na pokład mają osoby, które wykupiły bilety w 2 strony.