Floksy na Fuji Shibazakura Matsuri – Japonia dzień 5

Pochwaliliśmy wczoraj pogodę? No to dla odmiany mamy chmury, mżawkę i temperaturę „bluzową”. Szkoda, bo na dzisiaj zaplanowaliśmy wyjazd w pobliże świętej góry Japończyków, czyli wulkanu Fuji.

Planując podróż oczywiście myślałem o nocnym wejściu na szczyt, co dla Japończyków ma wymiar duchowy, by podziwiać wschód słońca w tej niecodziennej scenerii. Pomysł ten musiałem porzucić, bo góra ma swoje fochy i jest dostępna tylko w lipcu i sierpniu. Pomysł następny – jedziemy do Owakudani, czyli obszaru wokół krateru wulkanu Hakone, gdzie unoszą siarkowe opary i wytryskują gorące źródła. Do tego widok na Fuji i świadomość, że to obszar bardzo aktywny sejsmicznie. Idealnie ; ) Jednak sprawdzając jak tam dojechać trafiliśmy na komunikat, że z powodu wzmożonej aktywności sejsmicznej Owakudani jest niedostępne. Siła wyższa, wykreślamy z listy. No to co by tu… jezioro Kawaguchiko, jedno z pięciu tworzących krainę Pięciu Jezior Fuji. Widoki mogą być niezłe. Oczywiście jeśli dopisze nam szczęście, bo Fuji lubi bujać w obłokach. Jeszcze raz z nadzieją patrzymy w niebo, ale zamiast nadziei same chmury. Prognoza pogody nie pozostawia złudzeń. Zostajemy w Tokio? Coś nas jednak ciągnie w pobliże Fuji. No to zostaje nam jeszcze jedna opcja. Festiwal floksów. Czy tylko ja pierwszy raz słyszę o takich kwiatkach? ; ) Dojazd dość długi, ale przy takiej pogodzie jakoś mniej żal spędzić te kilka godzin w pociągach. Postanowione!

Od dzisiaj jeździmy na JR Passie. W podróż ruszamy z dworca Shinjuku i ok. 1,5 godziny jedziemy do Otsuki. Ten odcinek pokrywa nam właśnie JR Pass. Niestety dalej już tak dobrze nie jest i musimy korzystać z prywatnych przewoźników. W Otsuki przesiadamy się na Fujikyu Railway (2 250 jenów w dwie strony, za osobę oczywiście). Czekając na odjazd pociągu do Kawaguchiko Zuzia skusiła się na frytki z automatu ; )

shibazakura (1)

Po kolejnej godzinie docieramy do Kawaguchiko, skąd dalej już autobusem jedziemy następne pół godziny (1 900 jenów w dwie strony ze wstępem) by dotrzeć na Fuji Shibazakura Matsuri, czyli właśnie festiwal floksów. Jeden z najpopularniejszych w Japonii, bo w pakiecie poza dywanami kwiatów dostajemy, jeśli widoczność na to pozwala, Fuji : ) Festiwal odbywa się zazwyczaj od połowy kwietnia do początku czerwca, jednak najlepszy czas na wizytę przypada na pierwsze tygodnie maja.

Lekko mży, w porównaniu do upalnych poprzednich dni chłodno, Fuji pogrążony w chmurach, a mimo to dla widoku fioletowych, różowych i białych dywanów z kwiatów warto było jechać. Nie mniejsze wrażenie sprawia obraz zafascynowanych przyrodą Japończyków. Przyglądają się oni poszczególnym kwiatom z nieskrywaną ekscytacją. No i robią zdjęcia w dziwnych pozach, albo co już znamy z Tokio, ustawiają różne figurki, które to, chcąc nie chcąc, pozują do zdjęć.

DSC07405a logo

DSC07395a logo

Stosunek Japończyków do przyrody związany jest m.in. z religią shinto. Shinto jest religią politeistyczną i animistyczną, co oznacza że siły przyrody traktowane są jako bóstwa. Shintoizm jest czymś unikalnym i rdzennym dla Japonii. Nie został on wyparty przez buddyzm, a raczej nastąpiło przenikanie się tych religii. Zresztą jest powiedzenie, że Japończyk rodzi się shintoistą, bierze ślub jako chrześcijanin a umiera jako buddysta. Trudne dla nas do zrozumienia, ale jak tłumaczył mi Takeshi, dotyczy to głównie rytuałów, bo obecnie większość Japończyków uważa się za ateistów. Mimo to shinto trwa w ich mentalności będąc bardziej tradycją niż religią, stąd też taka fascynacja przyrodą.

shibazakura (5)

W międzyczasie zjedliśmy mitarashi-dango, czyli małe kulki z mąki ryżowej nadziane na patyczek opalone nad ogniem i polane syropem z sosu sojowego, cukru i skrobi. Po takiej przystawce wzięliśmy jeszcze zupę – aromatyczny wywar z gryczanym makaronem soba, warzywną tempurą i cebulką. Zamówienie składa się i opłaca w automacie a w okienku odbiera się danie.

shibazakura (2)

shibazakura (3)

Kończąc zupę, zgodnie z panującymi obyczajami, głośno chlipiąc i walcząc pałeczkami z zaciekle broniącym się przed złapaniem makaronem, zauważyliśmy, że się przejaśnia. Fuji postanowiło ukazać nam się, może nie w pełnej okazałości ale jednak.

DSC07449a logo

DSC07434a logo

DSC07454a logo

DSC07468a logo

Te pół godziny lepszej pogody sprawiło, że wracaliśmy w pełni  usatysfakcjonowani. Po 4 godzinach byliśmy znowu w Tokio i od razu pojechaliśmy do hotelu ogarnąć częściowo pakowanie, bo jutro po śniadaniu ruszamy do Nikko. W końcu Japończycy mawiają, że kto nie był w Nikko ten nie może mówić co to piękno : )

J.