Pięć smaków Azji w Warszawie – tam warto zjeść

Jadąc na długi weekend od Warszawy Jarek jechał zwiedzać, ja… jeść. Na szczęście udało się spełnić oczekiwania każdej ze stron. Jedno jest pewne, gdybyśmy mieszkali w stolicy puściłabym nas z torbami przejadając większość naszych wpływów gotówki ; ). Poniżej 6 miejsc (pięć tytułowych plus lodziarnia), do których tęsknię po powrocie. Będąc w Warszawie, koniecznie je odwiedźcie!

  1. Wegemama

ul. Marszałkowska 28

Na TomYumWegemamie Jarek miał ochotę wracać codziennie ; ). Wielka micha (450 ml!) ostro-kwaśnej tajskiej zupy, wypełniona boczniakami, mini kukurydzami, pomidorami, pak choi, kiełkami fasoli mung, posypana kolendrą i podawana z makaronem z tapioki, cząstką limonki i kokosową śmietanką. Jarek mówi, że genialna! Ponieważ nie dał mi zbyt wielu okazji do spróbowania ; ) pozostaje mi wierzyć na słowo.

Nie zaglądałam zresztą w miskę Jarka bo byłam zajęta swoją, wypełnioną Green Dragon Curry. Kremowy, zielony sos curry przygotowany na bazie liści kaffiru, galangalu, trawy cytrynowej, kolendry i szpinaku był lekki i pikantny. W środku cała masa chrupiących, pysznych warzyw (m.in. fasolka, papryka, cukinia, bakłażan, pak choi, kiełki mung) oraz tempeh. Całości dopełniał czarny ryż i GENIALNA sałatka z niedojrzałego mango, ogórka, kolendry w sezamowo-limonkowym sosie. PYCHA!

Zuzia jadła ryż jaśminowy na mleku kokosowym z truskawkami i miętą. Każdy z nas liczył na to, że nie zje całej porcji ; ).

  1. MOD

ul. Oleandrów 8

Do MOD-u wybraliśmy się na ramen i mimo iż karta kusiła kilkoma innymi interesującymi pozycjami, pozostaliśmy przy pierwotnym planie. W sumie spróbowaliśmy czterech różnych zup: matcha ramen, paitan ramen, vegan ramen oraz tantanmen ramen.

Najbardziej klasycznym był paitan ramen na wywarze z kurczaka i bonito z dodatkiem wieprzowiny charsiew, marynowanego jajka, tykwy, dymki oraz palonego oleju z czosnku. Jak na bulion oparty na drobiu i bonito jest zaskakująco gęsty i esencjonalny, lekko słodkawy, co mi akurat bardzo odpowiada. Wieprzowina rozpływa się w ustach a jajko ugotowane na półmiękko jest bezpieczną opcją. Całości dopełnia smaczny, sprężysty, przygotowywany na miejscu makaron. Jeśli macie ochotę na klasyczny ramen bez udziwnień ; ) bardzo polecam, smakował wszystkim.

Ja postawiłam na matcha ramen – wywar z wodorostów z dodatkiem trufli, boczniaki, groszek curkowy i delikatne jajko „w koszulce” a do tego zielony makaron z matchą. Całość lekka ze względu na bezmięsny wywar, smaczna i bardzo aromatyczna.

Tantanmen ramen Jarka to ostry wywar na bazie chilli i sezamu, gęsty i treściwy jednak dla nas zbyt pikantny żeby móc się delektować złożonym smakiem ramenu, no i kurczak nigdy nie będzie rozpływającym się w ustach boczkiem ; ) ale jajko i makaron – w punkt. 

Vegan Ramen naszych towarzyszy to takie miso w ubraniu ramenu ;) super lekki bulion na bazie pasty miso i wodorostów z dodatkiem marchewki, pak choi, dymki, grzybów shitake, smażonego tofu oraz oleju z palonego czosnku. Ten ostatni robi świetną robotę, jego lekko gorzkawy, przydymiony smak wspaniale uzupełnia całość. Ze względu na delikatny, mało treściwy bulion dorzuciłabym jeszcze jakieś dodatki, tak żeby weganie również mogli sobie pojeść michą ramenu : D

MOD oprócz orientalnego, ma swoje drugie, słodkie oblicze w postaci wypiekanych na miejscu donuts – pączków z dziurką (z naturalnych składników, również w wersji wegańskiej). Mięciutkie i puszyste kuszą kolorowymi polewami i nadzieniami o smaku m.in. mango, hibiskusa, oreo czy kokosa (smaki zmieniają się sezonowo). Do tego kawa i dobry humor na resztę dnia gwarantowany ; ) (dla utrzymania efektu można wziąć te kolorowe cuda na wynos ; p)

  1. Toan Pho

ul. Chmielna 5

Podobno najlepszy Wietnamczyk w Warszawie. Podobno każdy zna. Moje serce podbił BUN DAU CHAY czyli Sałatką BUN ze smażonym tofu. Ta sałatka ma wszystko. Aromatyczny słodko-kwaśny bulion, delikatny makaron, mnóstwo chrupiącej zieleniny i kiełków, aromatyczne zioła (m.in. kolendra i shiso, z którym spotkałam się pierwszy raz). W upalne dni mogłabym ją jeść codziennie. Na śniadanie, obiad i kolację. Nawet teraz, gdy to piszę, mam na nią ochotę, a jest 1.30 ; ). Spróbujcie!

P.S. Sajgonki też mają pyszne : ).

 

  1. Cool Cat

ul. Solec 38

Do Cool Cat przyciągnęło nas Bao z krabem. W delikatnej parowanej bułce mieścił się soft shell krab w chrupiącej tempurze, salsa mango, kolendra, plasterki chilli oraz majonez wasabi. Dodatków niewiele, zapewne aby nie przyćmić gwiazdy tej kompozycji : ). Całość dobrze przemyślana, interesująca i pyszna. Warto spróbować.

Pozostałe pozycje z menu również warte są uwagi. Makrela z marynowanym burakiem, puree z pietruszki z orzechem laskowym, chipsami z topinambura i oliwa szczypiorkową przypadła do gustu nie tylko właścicielce dania ale również dziewczynkom ; ).

A tajemniczo brzmiące pandanowe naleśniki z kayą, kremem z białej czekolady i prażonymi płatkami kokosa posłużyły Zuzi jako waluta do wymiany na makrelę ;). Zdaniem większości były pyszne, soczyście zielone z kremowym, słodkim nadzieniem i chrupiącym kokosem na wierzchu.

  1. Hala Koszyki

ul. Koszykowa 63

Powstały w miejscu dawnego folwarku Koszyki koncept skupiający w jednym miejscu bary, kawiarnie restauracje oraz sklepy spożywcze. Wszystko to w postindustrialnym wnętrzu, którego część elementów to odrestaurowane fragmenty oryginalnej hali z początków XX w. Od progu pachnie tam jedzeniem. Nie mogłabym tam pić spokojnie drinka w piątkowy wieczór i czegoś nie zjeść ;). W zasadzie po co komu drinki? :D Spory wybór barów i restauracji, znajdziemy tam m.in. kuchnię meksykańską, japońską, tajską, hinduską, stoisko z kiełbaskami, restaurację specjalizującą się w owocach morza. Wybrałam Tuk Tuk-a i tajską sałatkę z kalmarami i świeżymi warzywami. W środku pudełeczka (wzięłam na wynos) makaron sojowy, smażone kawałki kalmara, seler naciowy, papryka, chilli, pomidorki cherry, szalotka i zioła – wszystko w kwaśno-ostrym sosie. Fajna mieszanka smaków i tekstur. Baaaaardzo ostra, Jarek potwierdził ; ) ale ja zjadłam i bardzo mi smakowało!

  1. Na Końcu Tęczy

Wyzwolenia 15 (przy Placu Zbawiciela)

Powyżej opisałam niemal wyłącznie dania główne czy przekąski, ale przecież nie da się żyć bez deseru! A ten jedliśmy codziennie w tym samym miejscu i już od rana o nim myśleliśmy (szczególnie Zuzia i ja ; )). Jesteśmy wielbicielami lodów rzemieślniczych a te w Na Końcu Tęczy są O-BŁĘ-DNE! Kilkanaście smaków do wyboru (dwie tablice, na zewnątrz i w środku różnią się wypisanymi smakami, warto zerknąć na obie) a wśród nich: palone masło (moja miłość!), czekolada z chilli, solony karmel (!!!), kokos, pomidor malinowy, pestki dyni, kiwi z melonem, cydr, arbuz, mascarpone z porzeczką, truskawka, śmietanka, chałwa i wiele wiele innych. Przyznam się, że zdarzyło nam się zjeść po ogromnej porcji i wziąć jeszcze po jednej gałce na dokładkę. Te lody uzależniają : )

D.