Podróże bez granic

Ledwie zaczęło się blogowanie o podróżach, a tu chyba tematów już mi brakuje, bo tym razem będzie o sporach terytorialnych. Jakiś czas temu trafiłem na artykuł, w którym zaprezentowano mapę świata z wyróżnieniem krajów będących stroną konfliktów terytorialnych.

conflct_heat_map

Muszę przyznać,  że ilość „różowego koloru” na świecie mnie zaskoczyła. Okazuje się, że obecnie mamy ponad 150 międzypaństwowych sporów terytorialnych. Szok. Akurat w tym przypadku bycie „szarakiem”, jak Polska, chyba nie jest takie złe ; )

Część z tych konfliktów trwa już od kilku stuleci i żadna ze stron nie wykazuje woli do rozwiązania sytuacji poprzez wzajemne ustępstwa, ale co ważne, kraje te nie podejmują również działań „ofensywnych”. Takim przykładem może być głośny spór o Gibraltar, który toczy się ponad 300 lat. Na szczęście podejmowane działania ograniczają się do sporadycznych decyzji administracyjnych utrudniających czasowo życie mieszkańców i turystów (np. poprzez wydłużanie czasu kontroli przy przekraczaniu granicy, czyli pasa startowego lotniska ; )) Trudno jednak  wyobrazić sobie konflikt zbrojny między W. Brytanią a Hiszpanią o Skałę. Zresztą tam i tak rządzą magoty, co jeden próbował mi kiedyś własnoręcznie udowodnić ; )

P1240498a logo

Z punktu widzenia gospodarczego istotnym sporem, który toczy się od jakiegoś czasu jest tzw. gra o Arktykę pomiędzy Rosją, Kanadą, USA, Danią i Norwegią. Kraje te i ich naukowcy prześcigają się w udowadnianiu, kto ma dłuższego… szelfa kontynentalnego ; ) No ale w końcu na szali jest dostęp do ogromnych złóż węglowodorów i kontrola nad nowymi trasami żeglugowymi, więc stawka wysoka.

Niestety mamy też Palestynę, Kaszmir, Koree, Abchazję i Południową Osetię, Górski Karabach, Kosowo, Sudan, Somalię, Saharę Zachodnią i wiele, wiele innych, gdzie dochodzi do ostrych spięć, zamachów czy wręcz otwartych konfliktów zbrojnych, w których ginie mnóstwo ludzi.

I tak patrzyłem na tę mapę i pomyślałem sobie, że jeszcze kilka lat temu na mojej liście przyszłych wypraw widniał m.in. Krym czy Damaszek. Z wiadomych powodów aktualnie destynacje te wypadły nawet z listy rezerwowej. W ostatnim czasie takich miejsc mniej przyjaznych turystom (czy wręcz ludziom w ogóle) niestety przybywa, co wynika z nasilających się konfliktów etnicznych, wyznaniowych itd. Te z kolei powiązane są często właśnie ze sporami terytorialnymi.

I w tym kontekście wydaje mi się ważne, by planując podróż zadać sobie trochę trudu i poznać sytuacją polityczną danego kraju czy regionu. Ale nawet pomijając skrajne sytuacje, w których możemy stać się niewinną ofiarą nie-naszego konfliktu, wiedza taka może nam pomóc uniknąć nieprzyjemnych sytuacji lub urażenia naszych gospodarzy. A wręcz przeciwnie, możemy zyskać życzliwość przedstawicieli miejscowej ludności oraz lepiej zrozumieć ich zachowania i poglądy ; )

Przykładowo, czym dla Brytyjczyka są Falklandy a Argentyńczyka Malwiny? Jaka dla Greka jest różnica między Macedonią a Byłą Jugosłowiańską Republiką Macedonii (chociaż tutaj sporu terytorialnego akurat nie ma)? Czy Chinami jest Chińska Republika Ludowa czy Republika Chińska, czyli kwestia Tajwanu?

Może jednak udało mi się jakoś tę mapkę z podróżami powiązać ; )

J.