Lindos – oślą taksówką do świątyni Ateny – Rodos dzień 2

Lindos, piękne miasteczko na południowo-wschodnim wybrzeżu, które poza miastem Rodos, jest najliczniej odwiedzanym przez turystów miejscem na Wyspie Słońca.

Lindos jest jedną z trzech, obok Kamiros i Ialyssos, najstarszych osad na wyspie a jego założenie przypisywane jest prawnukowi boga Heliosa o imieniu… Lindos. Obecnie miasto to posiada jedynie ok. 800 stałych mieszkańców, żyjących niemal wyłącznie z turystyki. Tymczasem w starożytności miasto było znane, zamożne i znacznie bardziej zaludnione. Mieszkańcy słynęli z budowy statków i to tutaj przez długi okres czasu funkcjonował największy port na wyspie. Homer wymienia mieszkańców Lindos pośród uczestników wojny trojańskiej. Stąd pochodził też m.in. rzeźbiarz Chares – twórca Kolosa Rodyjskiego.

Dojeżdżając do Lindos ukazała nam się panorama miasta będącego skupiskiem białych domków z płaskimi dachami usytuowanych na zboczu wzgórza, nad którymi góruje zamek Joannitów z XIV w. z murami otaczającymi starożytny Akropol.

DSC01281a logo

W mieście obowiązuje zakaz ruchu kołowego (i bardzo dobrze), więc po zaparkowaniu auta doszliśmy do placyku z platanem, przy którym mieścił się osobliwy postój taxi – zagroda osiołków. Na ich widok Zuz wprost oszalała ze szczęścia. Obiektem pożądania stały się ośle uszy, których głaskanie dawało jej niezmiennie ogromną radość. Nam przy okazji też : ) Osiołki te stanowią alternatywę dla pieszego podejścia pod Akropol (uwaga – osiołki zawsze chodzą parami 5 EUR/os.). Wybraliśmy osiołka – Juliettę –  dla dziewczyn, a ja nie chcąc męczyć zwierzaka nastawiłem się na spacerek w upale pod górę. Zaskoczony tempem Julii przemykającej wąskimi ulicami miasta starałem się w biegu uchwycić jakieś ciekawe (albo raczej jakiekolwiek : ) kadry, jednocześnie schodząc z drogi osiołkom pędzącym z góry i omijając „ślady” ich wcześniejszych przemarszów. Zuz długo jeszcze żegnała się z Julią i jej długouchymi przyjaciółmi,ale w końcu nadszedł czas na zwiedzanie Akropolu.

DSC01275a logo

DSC01080a logo

DSC01104a logo

DSC01115a logo

DSC01110b logo

Akropol ewoluował przez kilka tysiącleci wraz ze zmieniającym się panowaniem nad Rodos, stąd widoczne różnorodne wpływy kulturowe i zabytki z różnych epok (antyczne, bizantyjskie, średniowieczne) obok siebie. Przed wejściem na schody średniowieczne wiodące do wejścia do zamku Joannitów (mapkę otrzymuje się wraz z zakupem biletu wstępu – 6 EUR/os.) uwagę zwraca wykuty w skale relief przedstawiający rodyjski statek wojenny.
DSC01163a logo

DSC01141a logo

DSC01221a logo

Najważniejszym zabytkiem Akropolu jest dorycka świątynia Ateny (Atena Lindia), prawdopodobnie najstarszy budynek na Rodos. Świątynia ta zaliczana była do najświętszych miejsc starożytnego świata, którą odwiedzał m.in. Aleksander Wielki. To również w tym miejscu, Menelaos miał dokonać zemsty za niewierność na Helenie Trojańskiej ostatecznie jednak darując żonie życie.

Wejście do świątyni stanowiły propyleje (schody), które zostały tak zaprojektowane i zbudowane, by wspinając się po nich dopiero w ostatnim momencie ujrzeć świątynię Ateny. Dookoła zachowały się fragmenty stoy, czyli hali kolumnowej z II w. p.n.e.

DSC01218a logo

DSC01199a logo

DSC01189a logo

DSC01207a logo

Ze wzgórza podziwiać można także przepiękne widoki na białe domy miasta, Zatokę Lindyjską oraz niewielką zatoczkę po południowej stronie Akropolu zwaną imieniem św. Pawła, który wylądował tutaj podczas jednej ze swoich podróży.

Mógłbym długo zachwycać się i fotografować kolor wody przechodzący od błękitu, przez szafir aż po turkus, ale Domi, mniej odpornej na upały, słońce i przyklejona w drzemce Zuz dawały się we znaki.

DSC01203a logo

DSC01136a logo

DSC01135a logo

DSC01210 logo

DSC01191a logo

Z Akropolu zeszliśmy alternatywną ścieżką po drodze mijając kobiety sprzedające wyroby hafciarskie. Po wejściu do miasta po raz pierwszy zapoznaliśmy się z chochlakami : ) Chochlaki to obłe kamyczki wygładzone przez morze, z reguły w kolorach białym i czarnym, z których na Rodos ułożonych jest  w ciekawe mozaiki wiele chodników i placyków (o tym więcej później). Nadawały one dodatkowego klimatu wąskim uliczkom z budynkami, z którejś z minionych epok. Lekko podniosły też poziom adrenaliny,  gdyż schodząc w japonkach po śliskiej i stromej powierzchni z dzieckiem na rękach nie ma się nadmiernego poczucia bezpieczeństwa.

Jakiś czas włóczyliśmy się tymi uliczkami bez celu, po czym cel ten znaleźliśmy w postaci wyboru tawerny, w której mieliśmy zjeść pierwszy grecki obiad. Zadanie było więć odpowiedzialne. Padło na tawernę Maria, a na obiad zamówiliśmy musakękleftiko. Co prawda czas oczekiwania na potrawy był dłuższy niż podróż osiołkiem na Akropol (to okazało się normą na Rodos), ale czekać było warto. Miejsce zdecydowanie warte polecenia. Małemu smakoszowi też przypadło do gustu, i jedzenie, i miejsce ze względu na akwarium z rybkami. Posileni i w dobrych humorach kontynuowaliśmy poznawanie zaułków Lindos, a Zuz sprawdzała, czy aby na pewno żadnego chochlaka nie uda się zgarnąć na pamiątkę. Niestety trzymały się mocno, jak Chińczyki u Wyspiańskiego.

DSC01231a logo

DSC01239a logo

DSC01248a logo

DSC01247a logo

Pomimo fantastycznych widoków, po doświadczeniach z Ladiko, tym razem nie zdecydowaliśmy się na plażowanie w Lindos (wg nas  były tam tłumy, ale pewnie według mieszkańców było pustawo), tylko pojechaliśmy na bardziej niszową plażę św. Agaty w miejscowości Charaki. W miejscowości tej są dwie plaże, południowa jest żwirkowo-kamienista, natomiast plaża św. Agaty, położona w zatoce, jest piaszczysta z kamienistym wejściem do morza. Razem z nami zachód słońca podziwiały kozy pasące się na zboczach otaczających zatokę.

DSC01309 logo

Odkryciem dnia było również to, że Grecja to nie tylko ouzo czy metaxa, ale również likiery o takich smakach jak miodowy czy kawowy : )

J.