Japonia na słodko

Japońskie słodycze mogą nieco rozczarować wielbicieli chrupiących wafelków oblanych mleczną czekoladą, ptasiego mleczka, czekolady czy kruchych ciasteczek. Ale nie poddawajcie się już na początku, odrobina otwartości na nowe, czasami dziwne na pierwszy rzut oka smaki pozwoli Wam się nie raz przenieść do słodyczowego raju ; ). Wierzcie nam, że po powrocie do Polski zatęsknicie za niejedną japońską słodkością.

Ogromną grupę słodyczy stanowią te tradycyjne (wahashi), wyrabiane z ryżu lub mąki ryżowej (mochiko), cukru, agaru z dodatkami pasty z fasoli azuki czy matchy. Często serwowane do zielonej herbaty lub jako deser po posiłku. Konsystencja tych produktów zawiera się w szerokim spektrum od trzęsących się galaretek, przez niby-pierogi po gumiaste twory. Nie brzmi to szczególnie zachęcająco i na pewno nie był to mój ulubiony rodzaj słodyczy, ale niektóre z nich (np. dango) mają dużą rzeszę fanów, poza tym były słodkie i nie można powiedzieć, że były niedobre ; ) Dodatkowo piękny sposób podania i walory estetyczne osładzały tradycyjną japońską deserową rzeczywistość. Ale po kolei:

  1. Dango – małe kulki z mąki ryżowej, najczęściej nadziane na patyczek po kilka sztuk, czasami opalone nad ogniem przed podaniem. W zależności od dodatków mają różne nazwy i różne kolory, my jedliśmy „bochtan-dango” – dango w trzech kolorach, barwione: czerwoną fasolą, jajkiem i zieloną herbatą oraz „mitarashi-dango” – polane syropem z sosu sojowego, cukru i skrobi. Szczerze, sos nie powalił na kolana, jeżeli nie jesteście fanami oryginalnych słodko-słonych połączeń smakowych, wybierajcie raczej opcje bez polewy ; ) Te kolorowe bardzo smakowały za to Zuzi i Jarkowi.
  2. Yatsuhashi – kształtem przypominają polskie pierogi a smakują jak surowe słodkawe ciasto. Bardzo popularne jako prezent z Japonii, występują w różnych smakach np. cynamon, matcha czy sezam.
  3. Uiro – kolorowe, galaretkowate kosteczki przygotowywane na parze, zrobione z mąki ryżowej i cukru z różnymi dodatkami smakowymi (matcha, azuki, yuzu).
  4. Yōkan – galaretki zrobione z pasty z fasoli azuki, cukru i agaru.dango logo

Ale Japonia to nie tylko tradycyjne słodycze. To niewątpliwie raj dla osób lubiących wszelkiego rodzaju cukierki, draże, ciasteczka o fantazyjnych kolorach i kształtach, w których składzie na pierwszych pięciu miejscach jest cukier a na kolejnych barwniki ; ). Jednak co ciekawe wiele z tych słodyczy, mimo iż wyglądają jakby zawierały w sobie pół tablicy Mendelejewa, nie ma w składzie sztucznych barwników i konserwantów a jedynie naturalne wyciągi z różnych rodzajów alg czy sok z buraka. Z szalonych, kolorowych torebeczek patrzą na nas słodkie mini-burgery, główki pandy, ośmiorniczki, misie, króliczki i kotki, ciasteczka w kształcie sushi czy mini-lodów. Największe skupisko kolorowych torebeczek z jeszcze bardziej kolorową zawartością widzieliśmy w jednym z centrów rozrywkowo-handlowych na Odaibie.

cukierki logo

Osobny akapit należy się słynnym KitKat’om. Japoński oddział Nestle dał się ponieść fantazji jak żaden inny na świecie. Podobno w Japonii KitKat’y występują w kilkudziesięciu smakach (m.in. mango, kiwi, arbuza, słodkich ziemniaków, imbiru, sosu sojowego, piwa imbirowego czy wasabi i wielu wielu innych). Niestety, prócz KitKat’ów o smaku matchy oraz słodkiej fasoli, nie udało nam się zaobserwować innych oryginalnych smaków w marketach, w których byliśmy. Wynika to z tego, że w różnych regionach Japonii można kupić różne smaki KitKat’ów inspirowane lokalnymi specjałami, dodatkowo część z nich to serie limitowane. Ciekawostką natomiast jest, że popularność tych wafelków w Japonii wynika z bardzo udanej kampanii marketingowej, w której Nestle wykorzystało fakt, iż nazwa „KitKat” brzmi podobnie do  japońskiego zwrotu „Kitto Katsu” (na pewno zwyciężysz). Któż nie chciałby mieć przy sobie takiego wafelka dodającego otuchy ; )

kitkat logo

W Japonii widać ogromną fascynację Paryżem. Media go idealizują, więc przeciętny Japończyk postrzega to miasto jako romantyczne, pełne szyku, gracji i elegancji. Bez żadnych minusów. Niektórzy po wizycie są mocno rozczarowani, część nawet odchorowuje wycieczkę do miasta zakochanych (tzw. syndrom paryski). Na japońskich ulicach widać nastolatki ubrane we francuskim stylu, kawiarnie Maid Cafe z kelnerkami w strojach francuskich pokojówek oraz całe mnóstwo piekarni z pieczywem francuskim. W każdym większym i mniejszym mieście, na dworcach i w metrze znajdują się piekarnie wypełnione po brzegi croissantami i słodkimi bułeczkami w niezliczonych wariantach smakowych. Widać, że Japończycy je uwielbiają i ja się im nie dziwię, bo czego by tam nie kupić, będzie pyszne. Ze względu na fakt, że zwykłe croissanty nie robią na nas szczególnego wrażenia (przynajmniej poza Francją) staraliśmy się zawsze wybierać „japońskie” wersje smakowe, czyli albo zielone za sprawą matchy, albo z nadzieniem fasolowym, a z reguły jedno i drugie na raz ; )

bułeczki2 logo

Ale naszym najulubieńszym wypiekiem były okrąglutkie, puchate zielone bułeczki z kremem i kawałkami mango w środku. To coś takiego, na co ma się ochotę za każdym razem, gdy się to widzi : )

bułeczki logo

Ale nie tylko zielonymi bułeczkami żyliśmy ; ) A na przykład – Taiyakiciastkami w kształcie ryby, w smaku (na szczęście!) nie mającymi z nią nic wspólnego. Wypiekanymi w specjalnych foremkach z ciasta przypominającego te naleśnikowe lub na gofry i nadziewanymi najczęściej słodką fasolą azuki, ale również kremem custard, słodkimi ziemniakami czy czekoladą. Pewnego razu zrobiliśmy z tymi ciastkami niezły interes, kupowaliśmy je późno i z tej okazji zapłaciliśmy za jedno dostając dwa, trzecie „załatwiła” Zuzka, która wpadła do środka sklepiku, opierając się o drzwiczki, które okazały się być wahadłowymi ; ) Sprzedawca widząc jej zdziwienie i zdezorientowanie podarował jej „rybkę” na pocieszenie. Mógł jeszcze dodać: „wpadaj częściej” ; )

ryba logo

Z kolei spacerując po Teramachi Street w Kioto trafiliśmy na Rondon-yaki – maleńkie biszkoptowe ciasteczka (z ciasta castella przywiezionego do Japonii z Portugalii) z nadzieniem z białej fasoli. Słodkie, puszyste, ciepłe, czy może być coś lepszego? Tak. Przyglądanie się maszynie, która je wytwarza. Na metalowej obrotowej rozgrzanej blasze maszyna układała foremki, część z nich czekała na napełnienie ciastem, upieczone z jednej strony były przewracane przez ruchome ramię a następnie „pieczętowane”, tak by kolejne metalowe ramię mogło je zdjąć z blaszki. Wtedy przychodziła kolej Pana stojącego obok, który okrawał nierówne brzegi ciasta, które wypłynęły poza foremkę (moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie, takie chrupiące falbanki dookoła ciasteczek wcale by im nie zaszkodziły ;)). Oprócz obsługi całego widowiskowego procesu wypiekania ciasteczek maszyna wydawała przyjemny stukot oraz jeszcze przyjemniejszy zapach świeżo pieczonych ciasteczek ; )

DSC08778a logo

Gdy brakowało czasu na dłuższy postój, w okolicy nie było żadnej piekarni a nasze brzuchy domagały się czegoś słodkiego, ratowały nas supermarketowe Dorayaki, składane po dwa, puchate, zielone naleśniczki z fasolą azuki w środku…

DSC07199a logo

… a także lody. Lody w Japonii są dosyć popularne, w większości miejsc sprzedawane są lody włoskie, z automatu, ale zdarzają się również na gałki. My jedliśmy różowe lody o smaku kwiatów wiśni (smak bardzo, ale to bardzo podejrzany, bliżej nieokreślony, lekko słony i niedający się porównać do niczego), fioletowe o smaku kwiatów wisterii (bardzo dobre) oraz całe mnóstwo włoskich, zielonych lodów o smaku matchy (pycha! pycha! pycha!).

lody logo

Raz zaszaleliśmy z deserem w cukierni. Polot, przepych i azuki, tak można byłoby go streścić w trzech słowach ; ) Był naprawdę smaczny, cukierni z tego typu deserami, eksponowanymi w gablotach na zewnątrz spotykaliśmy po drodze dosyć sporo.

DSC09755a logo

Jak widzicie nie taka Japonia ryżowo-fasolowa jak ją malują ; ). Myślę, że wielbiciele słodkości nie będą cierpieć w Kraju Kwitnącej Wiśni. Co więcej, podczas takiej podróży, zwiedzając, przemierza się kilometry na nogach, spalając przy tym setki kalorii, więc można sobie pozwolić na zieloną bułeczkę, ciastko-rybę czy lody zupełnie bezkarnie… Na pewno nie pójdzie w uda ; )

D.