Bastei, Stolpen i sielskie krajobrazy czyli Saksonia Szwajcarska w 24h

Myśląc o kolejnym wyjeździe raczej rzadko zdarza nam się patrzeć tuż za naszą zachodnią granicę. No chyba, że akurat trwa okres jarmarków bożonarodzeniowych, których Niemcy są mistrzami. Po raz kolejny przekonaliśmy się jednak, że ta swoista ignorancja jest nieuzasadniona ; ) Tak się złożyło, że jeden z letnich weekendów spędzaliśmy w Lipsku (który baaardzo pozytywnie mnie zaskoczył) a chcąc przedłużyć sobie wyjazd postanowiliśmy spędzić jeden dzień w Saksonii Szwajcarskiej lub Szwajcarii Saksońskiej, jak kto woli : )

W każdym razie w malowniczej krainie leżącej na południowy – wschód od Drezna tuż przy granicy z Czechami i ciągnącej się wzdłuż wijącej się zakolami rzeki Łaby. Określenie malownicza jest przy tym nieprzypadkowe, bo właśnie tutaj wytyczono ponad stukilometrowy Malerweg czyli Drogę Malarzy, którą chętnie przemierzali artyści epoki romantyzmu.

Kiedy dojeżdżaliśmy romantyczny nastrój Saksonii Szwajcarskiej udzielił się i nam. W promieniach chylącego się ku zachodowi słońca złote pola zbóż i zielone góry stołowe wyrastające w tylko sobie znanym porządku wyglądały magicznie. Zatrzymaliśmy się na chwilę na poboczu, a zostaliśmy do zachodu słońca goniąc za ciekawymi kadrami i Zuz gnającą przed siebie na hulajnodze ; )

DSC02240a logo

DSC02247a logo

DSC02257a logo

DSC02267a logo

DSC02285a logo

Do hotelu mieliśmy tylko kilka kilometrów. Tak nam się przynajmniej wydawało. Nam i GPS-owi, który nagle zwariował, zgubił się i już nie odnalazł. Dojechaliśmy do Bad Schandau, gdzie zaczęliśmy pytać o nasz hotel. Nikt nic nie kojarzył, robiło się ciemno i pusto na ulicach, mieliśmy już dzwonić do hotelu, ale wreszcie ktoś  wskazał nam drogę w las, gdzie po kilku kilometrach miał być nasz hotel.

Jadąc tam dziwiliśmy się widząc biegnące obok drogi tory tramwajowe. Jest to chyba jedyna czynna linia tramwajowa na terenie parku narodowego a zabytkowy tabor obsługuje przewozy z Bad Schandau do wodospadu Lichtenhainer.

Hotel był, nawet nazywał się podobnie, ale jednak to nie ten adres. Szczęśliwie recepcjonistka znała „ten nasz”, który wcale nie znajdował się w Bad Schandau a w oddalonej o kilkanaście kilometrów Schmilce tuż przy samej granicy z Czechami. Potem sami znaleźliśmy na rezerwacji dopisek drobnym drukiem o niefortunnej lokalizacji. Tak to bywa przy organizacji czegoś na szybko ; )

Hotel, a w zasadzie pensjonat był dość nietypowy i właściwie obejmował kilka zabytkowych budynków, w których urządzono apartamenty. Rano okazało się, że cała okolica zachowała tradycyjny charakter a w kolorowych domkach wolno toczyło się życie.

Wszelkie niedogodności wieczora ostatecznie wynagrodziło nam śniadanie serwowane w pobliskiej restauracji Cafe Richter. Piękne jasne wnętrza z widokiem na Łabę i szeroki wybór produktów, w dodatku ekologicznych : )

DSC02322a logo

Zresztą cała Schmilka prezentowała się bardzo BIO. Po sąsiedzku stał m.in. zabytkowy, ale czynny młyn wodny i piekarnia.

DSC02361a logo

DSC02358a logo

Przejeżdżając przez znane nam już uzdrowisko Bad Schandau zatrzymaliśmy się przy nietypowej platformie widokowej (wjazd windą), skąd roztaczał się widok na miasteczko i zakola Łaby. Martwiły nas tylko zbierające się nad okolicą ciemne chmury.
saksonia logo

DSC02382a logo

DSC02380a logo

DSC02387a logo

Na deszcz nie musieliśmy czekać długo, lunął nagle i tak intensywnie, że wycieraczki z trudem nadążały zbierać wodę a wzdłuż drogi w momencie pojawiły się strumienie. Zaczęliśmy się nawet zastanawiać czy jest w ogóle sens jechać do Bastei, największej atrakcji Saksonii Szwajcarskiej. Ale gdy dojeżdżaliśmy do górnego parkingu ulewa tak szybko jak się pojawiła, zniknęła : )

Ludzie potrafią tworzyć rzeczy piękne i niezwykłe, ale prawdziwe cuda są z reguły dziełami natury. W Bastei jest jeszcze inaczej, tutaj zachwycający efekt końcowy to zasługa wspólnej pracy natury i człowieka.

Nazwa Bastei czyli „baszta” wywodzi się od wysuniętej najbliżej Łaby skały wyrastającej ponad taflę wody na wysokość prawie 200 m. Ale spektakularnych form skalnych w okolicy jest znacznie więcej. Może nie mamy na tyle fantazji by dostrzec Gęsie Skały, Ul czy Lokomotywę, ale bez trudu możemy wyobrazić sobie okolice Bastei jako plan filmowy. Zwłaszcza malowniczo wkomponowany w skały kamienny most pochodzący z XIX w. rozpięty 40 metrów nad dnem wąwozu.

Są miejsca, które w obiektywie aparatu prezentują się często lepiej niż w rzeczywistości. Tutaj się coś obetnie, tam zrobi jakieś zbliżenie i mamy piękne zdjęcia. W Bastei jest inaczej. Tu zdjęcia nie oddają pełni urody tego miejsca, majestatu skał wnoszących się wysoko ponad naszymi głowami, poczucia przestrzeni i wysokości.

DSC02412a logo

DSC02426a logo

DSC02428a logo

DSC02430a logo

DSC02433a logo

Most prowadzi do ruin średniowiecznego Zamku Neurathen, jednak od samych pozostałości twierdzy ciekawsze są mostki i platformy, po których przechodzi się zwiedzając. Zdecydowanie nie dla osób z lękiem wysokości, chociaż całość jest ogrodzona i bezpieczna. Takie przynajmniej sprawia wrażenie ; )

DSC02453a logo

DSC02454a logo

DSC02461a logo

Z tarasów roztaczają się widoki na zakola Łaby, miasteczko Rathen czy majaczące w oddali sylwetki masywów Lilienstein i Pfaffenstein oraz twierdzy Königstein. W podziwianiu ich nieco przeszkodziła nam kolejna ulewa, która przeszła na Bastei, zostawiając za sobą jednak pięknie parujące wąwozy i zjawiskowe światło.

DSC02447a logo

DSC02480a logo

DSC02492a logo

DSC02493a logo

DSC02502a logo

DSC02485a logo

Przed powrotem do domu zrobiliśmy jeszcze jeden przystanek, w Stolpen. Kiedy wysiedliśmy z auta usłyszeliśmy grzmoty ; ) Ledwie zdążyliśmy dojść do rynku lunęło po raz trzeci. Wykorzystaliśmy więc ten moment na zjedzenie obiadu w restauracji mieszczącej się w jednej z kolorowych kamienic wokół rynku.

DSC02505a logo

DSC02511a logo

DSC02530a logo

Nad miastem góruje zamek (Burg Stolpen), który w tym miejscu istniał od czasów średniowiecza. Pierwszą warownię wybudowali tu Słowianie, którzy następnie sprzedali ją biskupowi miśnieńskiemu. Ten go rozbudował i uczynił zeń rezydencję biskupów aż do XVII/XVIII w. gdy dostał się w posiadanie saksońskich książąt elekcyjnych. Twierdza została zniszczona w czasie wojen napoleońskich, jednak została częściowo odrestaurowana.

Zamek stoi na bazaltowej skale, do której nawiązuje nazwa twierdzy (starosłowiańskie „stolpno” oznacza miejsce słupów odnoszące prawdopodobnie do charakterystycznych bazaltowych słupów wystających ze skały).

DSC02535a logo

DSC02551a logo

DSC02577a logo

DSC02584a logo

Z zamkiem związana jest tragiczna historia hrabiny Anny Cosel, faworyty króla Augusta II Mocnego. W młodości była ważną personą na dworze saskim, jednak gdy uczucie króla wygasło została uwięziona w zamku Stolpen. Jak się okazało dożywotnio, czyli na prawie 50 lat.

My spędziliśmy tam znacznie mniej czasu wchodząc na wieże, zwiedzając podziemia czy zaglądając do 82-metrowej studni. Najgłębszej na świecie studni wydrążonej w skale bazaltowej.

Schodząc z zamku wstąpiliśmy jeszcze do manufaktury z lodami, która szczyciła się menu na każdy dzień roku!  Okazało się, że trik poległ na tym, że w zamrażarce były gotowe, zamrożone porcje mleka, mleka ryżowego i inne, stanowiące „podstawę” lodów, do tego wybierało się owoce, posypki czy syropy a wszystko to po umieszczeniu w specjalnej maszynie stawało się pysznymi lodami włoskimi o wybranym przez nas smaku.

Moglibyśmy w Saksonii Szwajcarskiej spędzić znacznie więcej czasu, ale trzeba było wracać. Następnym razem samochód najchętniej zastąpilibyśmy rowerami albo pieszymi wycieczkami : )

J.